Jeszcze jedna relacja z sobotniego święta piłkarskiego na Wierchach – Tygodnik „Nowe Podkarpacie”

I jeszcze jedna relacja z sobotniego święta piłkarskiego na Wierchach, i remisowego spotkania z drugoligową Resovią Rzeszów, tym razem okiem dziennikarza Tygodnia Regionalnego „Nowe Podkarpacie”, Pana Mariana Strusia…

Z Resovią przy jupiterach

To było prawdziwe sportowe widowisko. Piłkarze EKOBALL-u Sanok i RESOVII, mimo iż dzieli ich różnica dwóch klas, stoczyli na sanockich Wierchach ciekawy i emocjonujący pojedynek, zakończony remisem 1-1. Do poziomu sportowego dostroili się kibice obydwu drużyn, demonstrując żywiołowy doping i ciekawą oprawę spotkania. Gdyby nie niecenzuralne słowa, których nie udało się im wyeliminować całkiem ze swego repertuaru, piłkarskiemu piknikowi w Sanoku wystawilibyśmy najwyższą ocenę, czyli „szóstkę”. A tak zostańmy przy „piątce”.
– Pomysł rozegrania towarzyskiego spotkania zrodził się jeszcze w marcu, a jego inicjatorem był członek zarządu Resovii, będący równocześnie przedstawicielem klubu kibiców. W czerwcu potwierdziliśmy swą gotowość, anonsując, że chcielibyśmy, aby mecz odbył się przy sztucznym oświetleniu, aby towarzyszyła mu specjalna oprawa, aby nadać mu piknikowy charakter. Nasza propozycja przyjęta została z zadowoleniem. Ucieszyliśmy się też z zapowiedzi, że w tym piłkarskim święcie będą uczestniczyć także kibice Resovii, z którymi nota bene nasi kibice żyją w przyjaźni – mówi Bogusław Rajtar, członek zarządu Ekoball-u
Dla piłkarzy Resovii był to ostatni test przed rozpoczynającym się za tydzień sezonem, więc bardzo chcieli pokazać, że są do niego przygotowani. Liczyli na dobrą grę, dużo bramek i pewne zwycięstwo nad IV-ligowcem z Sanoka. Tymczasem gospodarze przystąpili do meczu mocno zmotywowani, nie mając zamiaru się poddawać. Swój plan w pełni zrealizowali ci drudzy, doprowadzając do niespodzianki w postaci remisu.
W pierwszej połowie niewielką przewagę osiągnęli goście, grając składniej i stwarzając groźniejsze sytuacje pod bramką przeciwnika. Świetnie jednak sprawował się w bramce Piotr Krzanowski, wyciągając trzy, cztery piłki zmierzające niechybnie do siatki. Gospodarze pierwszy raz zagrozili bramce Resovii w 22 min, kiedy to po rzucie wolnym z 20 metrów wykonywanym przez Łukasza Tabisza, piłkę na róg z trudem zdołał wybić Filip Majchrowicz. Minutę później sanoczanie objęli prowadzenie. Po rzucie rożnym, idealnie do piłki doszedł Seweryn Zajdel i strzałem z głowy nie dał najmniejszych szans bramkarzowi Resovii. W tym momencie na trybunie, opanowanej głównie przez kluby kibica, rozpoczął się prawdziwy piknik.
Gol zdobyty przez IV-ligowców zdopingował gości. W 26 i 27 min. stworzyli oni dwie groźne sytuacje bramkowe, jednak Krzanowski okazał się zaporą nie do przebicia. W 35 min. mocny strzał z kąta pola bramkowego Grzegorza Płatka trafił w słupek. W samej końcówce I połowy chwila nieuwagi sanockiej defensywy kosztowała gospodarzy utratę prowadzenia. Dwa kiksy obrońców, przy niegroźnym wydawałoby się dośrodkowaniu jednego z pomocników Resovii, sprawiły, że piłka trafiła pod nogi Kamila Radulja, który nie miał żadnych problemów, aby umieścić ją w siatce.
Zgodnie z umową, drugą połowę meczu obie drużyny rozpoczęły w niemal całkowicie odmienionych składach. Czy to coś zmieniło na boisku? Niewiele. Może nieco większą przewagę osiągnęli goście, jednak żadnej z drużyn nie udawało się zmontować sytuacji bramkowych. W dwóch, może trzech przypadkach do akcji wkraczał pewnie interweniujący bramkarz Ekoball-u. W 87 min, niemal identycznie jak w końcówce pierwszej połowy, piłka zatrzepotała w siatce drużyny gospodarzy, ale okazało się, że strzelający był na pozycji spalonej. I tak mecz zakończył się remisem 1-1, co należy uznać za sukces IV-ligowców.
– To był dla nas bardzo wartościowy test. Przyznam, że nie spodziewałem się, że rywal postawi się nam tak mocno. Oczywiście, podział punktów to jego sukces. Nie uniknęliśmy błędów, choćby nie wykorzystując kilku sytuacji w pierwszej połowie spotkania. Ale trzeba też przyznać, że znakomicie interweniował bramkarz drużyny sanockiej – ocenił mecz trener Resovii Szymon Grabowski. – Jestem mile zaskoczony atmosferą i całą otoczką spotkania. Świetna płyta boiska, sztuczne oświetlenie, duża widownia, znakomita oprawa, to nam było bardzo potrzebne przed przystąpieniem do II-ligowych rozgrywek. Widać w Sanoku coś się dzieje, czego my możemy jedynie pozazdrościć – dodał.
Zachwyceni atmosferą piłkarskiego pikniku przedstawiciele obydwu zespołów wyszli z inicjatywą, aby rozgrywanie spotkań towarzyskich Ekoball-u Sanok z Resovią tuż przed rozpoczęciem sezonu stało się tradycją. Pomysł przyjęto z wielką aprobatą, nagradzając go oklaskami.
Oto składy, w jakich wystąpiły obydwa zespoły;
EKOBALL: Piotr Krzanowski, Damian Baran, Karol Adamiak, Igor Ostrówka, Szymon Słysz, Łukasz Tabisz, Kacper Słysz, Bartosz Sieradzki, Seweryn Zajdel, Arkadiusz Femin, Sebastian Sobolak. W II połowie większość z nich zmienili: Konrad Kaczmarski, Krystian Jaklik, Piotr Lorenc, Wolodymir Kozlow, Kamil Adamiak, Damian Posadzki i Mateusz Kuzio.

RESOVIA
: Filip Majchrowicz, Mateusz Geniec, Konrad Domoń, Dawid Kubowicz, Rafał Mikulec, Krzysztof Gancarczyk, Grzegorz Płatek, Kamil Radulj, Sergiej Krykun, Dariusz Frankiewicz, Adrian Dziubiński. W II połowie pojawili się: Wojciech Daniel, Mateusz Kantor, Radosław Adamski, Szymon Feret, Bartłomiej Buczek, Szymon Hajduk, Daniel Świderski, Sebastian Zalepa, Karol Twardowski.

Powiedzieli po meczu:
Robert Ząbkiewicz, II trener Ekoball;
– To był pod każdym względem fajny mecz. Nasz występ na tle II-ligowca oceniam pozytywnie. Wprawdzie Resovia więcej miała z gry, ale my nadrabialiśmy ambicją i to pozwoliło nam zremisować. Wynik w pełni mnie satysfakcjonuje. Zwłaszcza, że – podobnie jak w meczu z JKS-em – w II połowie wystawiliśmy prawie całkowicie inny zespół. Czyniąc to, chcemy pokazać, że każdemu z piłkarzy dajemy szanse na grę w drużynie. Uznanie należy się też kibicom, którzy stworzyli wspaniałą atmosferę, mobilizując piłkarzy obu drużyn do dobrej gry.

Konrad Domoń, kapitan Resovii;
– Był to dla nas bardzo ważny i potrzebny sprawdzian przed inauguracją rozgrywek. Przystąpiliśmy do niego bezpośrednio po ciężkim obozie. Proszę jednak nie traktować tego jako usprawiedliwienia dla końcowego rezultatu. Sanok był świeższym zespołem, co chyba było widać. Nie jesteśmy zadowoleni z wyniku, zwłaszcza, że w pierwszej połowie mieliśmy 2-3 sytuacje bramkowe, których nie potrafiliśmy wykorzystać. Mimo podziału punktów, z Sanoka wyjeżdżamy zadowoleni. To był prawdziwy piłkarski spektakl, potwierdzający, że rozgrywanie spotkań w wieczorowej scenerii, przy sztucznym oświetleniu i w takiej atmosferze, ma głęboki sens, zarówno dla kibiców, jak i piłkarzy.

(Marian Struś – profil fb)

UDOSTĘPNIJ